środa, 27 stycznia 2010
szybko.

Kochanie zróbmy sobie dzidziusia - mówię. W ręku szklaneczka z miksem wiśniówki i cytrynowego soku, przy łóżku Gladwell ot taka lektura, zawieszna pomiędzy relaksem, a szczyptą popowej nauki. Na pupie siniaki, bo w końcu jak się bawić to się bawić. Karnawał w pełni, a ja ostatnio nie uznaje zawodowych i prywatnych półśrodków.

Tylko jeszcze to mieszkanie - może czas rzucić monetą.

poniedziałek, 11 stycznia 2010
31.

Plany pomału zapełniają noworoczny kalendarz. Plany na zaraz, na przyszłość i te na ten rok. Podsumowania zakończone. Służbowe szuflady uprzątnięte. W rękach chwilowo zbyt dużo jednak cugli by wszystko utrzymać w porządku. W wolnych przestrzeniach niezmiennie: rodzina, przyjaciele, kuchnia, książki, sport, szukanie natchnienia w ofertach wyfiltrowanych na stare kamienice. W planach kursy, dzieci, przestrzenie, podróże. W głowie spokój. Na trasy pomiędzy parkingami kalosze. W bagażniku zawsze do wyboru mata, kostium, adidasy. Zima czyni mnie naturalnie odporną na szyk i obcasy. Budzi się we mnie abnegatka, niby wiejska kobieta. W prawdziwie ciepłym prawdziwie wełnianym za dużym swetrze, w starym ciepłym szaliku i welligtonach. tylko jakość i przewrotny dodatek zdradza, że jestem tu cała z miasta.

Za 31 dni. 31 lat. A do tego czasu...

środa, 30 grudnia 2009
w między czasie.

Poniedziałek. Dom zły. Kultura. Krakowskie Przedmieście. Śnieżny wieczór. My trzy. Dobry film. Za dużo tylko polskiej filmowej tradycji. Błoto, brud, deszcz i wódka. Same Fusy. Brak miejsc. Pożegnania z Afryką. Już zamknięte. Spacer. Rozświetlone ulice. Pominięte Zakąski Przekąski. Przystanek. U Kucharek. Tylko herbata. Jaśminowa. Biała. Earl Grey. My trzy. Urokliwa atmosfera. Uprzejmy francusko - polski kelner. Tylko herbata i trzy wuzetki. Obłędne.

sobota, 26 grudnia 2009
xmass.

 

Wigilia zwyczajowo skromna i tradycyjna. Opłatek, śpiewanie kolęd, symboliczne prezenty, bez zbędnego zadęcia i już o 21.00 byłam wolna. Potem "pastereczka" przy kominku i o smaku salsy ranchero, domowych konfitur z pigwy i dyni, nalewek i wina. Goście wyszli późną nocą. Wczorajszy dzień nie mniej towarzyski. Za to dziś, niech nikt nie puka. Za to dziś, trzeci tom Larssona z rekomendacji Pani Dunin, czytany z zaciekawieniem i lekkim wyrzutem, że taka lektura to jednak strata czasu. Za to dziś,  pranie wiruje, a ja wciąż w "podomce" i wciąż przed śniadaniem.

 

środa, 23 grudnia 2009
plany.

Zamiast przypinać narty, przypinać będę się do służbowego biurka. Na pocieszenie za drzwiami mam park, a na półce stos zaległych lektur.

czwartek, 17 grudnia 2009
zima.

Lubię ten pierwszy atak zimy. Zawsze lekko nas zaskakuje. Nadaje codziennemu pędowi pokory. Lubię kiedy śnieg pod stopami skrzypi i lubię to lekkie pieczenie zmarzniętych palców, kiedy się rozgrzewają. Lubię gdy pada śnieg.

środa, 16 grudnia 2009
lans.

Miało go nie być. A jest. Miało być dobrze, z kolorem w kolorze. A nie jest. Obracam się w palecie miedzi. Miedź nie jest moim metalem, ani kolorem. Jestem dziś w swoim granacie. Jak granat. Trzymam kciuk jak zawleczkę w ściśnietej pięści. Trzymaj mnie, bo wybuchne.

wtorek, 15 grudnia 2009
być kobietą.

Myślałam nawet, że już przygasa we mnie ten duch rywalizacji. W końcu jest pieczenie chleba, domowe konfitury z cebuli i domowa wiśniówka. A jednak nie. Wczoraj służbowo w gokarcie z numerem dwa - zaciekle walczyłam z Panami, nie ustępując toru nawet tym co na dzień w firmowym BMW. Zaprzepaszczone rajdowe potencjały. Później poczułam lekką złość, gdy oderwano mnie od lektury. Banalnie. Oderwał mnie Pan, gdy rękach miałam tytuł Pani. Potem były blisko trzy godziny, kosztownego poświęcenia. Dziś już nie myślę czy warto. Jutro w dziennym świetle zwrócę to pytanie do lustra.

.

Koniec roku miał być miejski, ale skusił mnie na wypad, śnieżny opad. Szklarska Poręba, a w niej Szrenicowy Dwór. Jak jeszcze powieje z północnego - wchodu może i nasza będzie stolica Frankonii.  Niesie mnie wiatr, a potem nocami śnie do z duszą mieszkania w kamienicy, do starego dębowego parkietu i wysokiego sufitu. Śnie śpiąc w bezdusznym grodzonym nowomodnym bloku.

.

Ostatnie weekendy upływają pod hasłem kaca i kiermaszy. O kacu nie chce, ani pamiętać ani wspominać. Kiermasz był i w Obiekcie Znalezionym i na Browarnej, były artystyczne Przetwory w 1500m2 i Art Yard Sale na Cybernetyki. Zmęczyłam się i nie kupiłam nic.

środa, 02 grudnia 2009
kafka.

Zaczęłam dzień przy kafce - w Starbuck'sie, bo Bar przy Kaście, zbyt wyraziście zionął nikotyną. Potem był czas na sąd - hipoteczny, sąd - ostateczny. Po tej wizycie chwilowo projekt - projektu, wyparłam w nieświadomość. Oglądam mieszkania z widokiem na Park Łazienkowski.

wtorek, 01 grudnia 2009
Ty tu, tam ja.

Ja już wstaje, choć głowa ciężka. Oni tam wciąż jeszcze tańczą. Wczoraj Twoje spóźnione miesiąc urodziny. Sześćdziesięcioro zaproszonych gości, prawie wszyscy obecni. Jedziemy oddzielnie, wracamy oddzielnie, wciąż będąc bardziej razem. Najpierw Chłodna, potem Powiększenie. Ty już śpisz, gdy ja opadam nieprzytomnie na czerwonej sofie. Niedzielę dzielę na dwa światy, kuchni i kanapy.  Szósta szklanka wody. Druga biała pigułka. Kilka gazet, dwie książki wertowane leniwie, na zmianę. Dla mnie będzie Libera, dla Ciebie był Stańko. Dla Ciebie dziś będzie kolacja, dla mnie spóźnione assany. Na koniec zaśniemy obok siebie, otuleni spokojem.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30